Tytułowa ,,modna pani” to młoda kobieta, która pozwala widowni spędzić ze sobą jeden dzień– od momentu przebudzenia do zaśnięcia. Jest to dzień pełen rytuałów na każdą porę– kąpiele, peelingi, maseczki, serum, kremy cud, gimnastyka. Wszystkie te zabiegi mają na celu wyszczuplić, wygładzić, poprawić, odmłodzić, bo są efektem strachu przed objawami starości. Okazuje się, że w zasadzie są celem samym w sobie, bo już widok słoika stojącego w łazience, zawierającego bardzo drogi preparat do masażu, powoduje poprawę samopoczucia. Zabiegi uspokajają bohaterkę i przekonują, że zrobiła dla siebie wszystko. Wszystko dla siebie… Bohaterka monodramu to w gruncie rzeczy samotna kobieta, bez pasji (jeśli wykluczyć eco- rytuały; no właśnie: eco- czy ego-?), niezainteresowana pracą zawodową (długi, nudny przerywnik w zabiegach będących wynikiem troski o ciało). Całe jej życie polega na realizacji ,,dobrych” rad czerpanych z reklam, poradników i artykułów zamieszczanych w kolorowych pismach. Z realizacji tych wskazówek czyni świętość, ale ludzka słabość skłania ją do popełniania grzeszków przeciw tej swoistej religii– kupuje zdrową żywność, ale podjada chipsy, pali papierosy i pije czerwone wino (,, bo białe to już alkoholizm”) i marzy, że będzie mogła przeżyć sytuacje znane z ulubionych filmów. A one się nie zdarzają... Zwyczajne życie w konfrontacji z tym wyśnionym nie daje szczęścia, a bohaterka– mimo że pachnie i wygląda, koncentruje się na ciągłej walce z frustracją. Nie jest sobą, ale kimś wykreowanym, zaprogramowanym.
Spektakl to efekt świetnej diagnozy zachowań współczesnych kobiet, które starają się nadążyć za trendami, a te często przybierają już formę imperatywów– trzeba być pięknym i młodym. Postać świetnie wykreowana przez Katarzynę Kołeczek bawiła publiczność, ale pewnie też skłoniła do refleksji. Bo która z pań nie próbowała diety cud, nie paradowała w za małych szpilkach– bo piękne, czy nie czyniła postanowień o tym, że od poniedziałku to już…, nie kupiła kosmetyku, który miał działać przez to że jest, bo zastosować nie było czasu? Mając dystans do siebie, można było dobrze bawić się, z przymrużeniem oka traktując tę postać stworzoną przez media i popkulturę, przerysowaną, ale przecież prawdziwą.
Co na to panowie? Jedni pewnie ze zdziwieniem przysłuchiwali się wyznaniom bohaterki, inni z ulgą, że ich to nie dotyczy. Dobrze bawić mogli się widzowie płci obojga. Nie zabrakło też okolicznościowych akcentów. Przewodniczący Rady Miejskiej Sławomir Kępisty wręczył obecnym na sali paniom wiosenne tulipany i złożył serdeczne życzenia z okazji ich święta, podkreślając wagę radości, uśmiechu, pogody ducha. Na zakończenie spotkania można było porozmawiać, napić się kawy i spróbować kwiecistych ciastek serwowanych w kawiarence. Kalorii nie liczono…
| Zdjęcia |
