„Ostatki! Ostatki! Przebierańcy!” padała głośna, radosna odpowiedź w rytm muzyki, którą zapewnili przedstawiciele kapeli Krośniewiacy – Stanisław Stokfisz oraz Ryszard Jaszczak, i dzięki którym nie można było przejść niezauważonym. Wyjątkowość tego zachowania powodowała nie tylko chwilowe zatrzymywanie się przechodniów, ale również pretekst do krótkich rozmów na temat zanikających tradycji. Tendencja do zacierania się granic między poszczególnymi okresami roku jest coraz bardziej zauważalna, przez co ostatni dzień karnawału nie jest już tak obchodzony jak kiedyś. Dawniej przebierańcy chodzili od domu do domu, śpiewali przyśpiewki, tańczyli, za co otrzymywali drobną zapłatę, pączki lub jajka mające być symbolem zbliżającej się Wielkanocy. Tym razem było inaczej, to przebierańcy częstowali „ostatkowymi jajeczkami” czyli malutkimi pączkami prosto z gniazda, a do pączków serwowana była ciepła herbata, która przy panującej niskiej temperaturze cieszyła przede wszystkim osoby pracujące na zewnątrz.
Zaskakujący był jednak fakt, że duża część osób nie chciała częstować się pączkami i pytała czy trzeba za to płacić? W czasach kiedy większość zachowań nastawiona jest na zysk, niektórym trudno jest uwierzyć w bezinteresowność działania. Jednak ogólnie cel wydarzenia został osiągnięty, napotykane osoby z zasady życzliwie podchodziły do pomysłu, a uśmiech rysował się na twarzach przechodniów, pracowników urzędu miejskiego, muzeum, sklepów jak również prezesa banku czy policjantów zatrzymanych w radiowozie.
Po radosnym przemarszu przez miasto, przebierańcy zdjęli stroje i wrócili do pracy oraz do obmyślania pomysłu na przyszłoroczne ostatki, ponieważ podtrzymanie tego ludowego zwyczaju stało się już tradycją GCKSiR.
| |
zdjęcia |
